wtorek, 15 stycznia 2013

13. What's up?

Obudził mnie sterczący nademną Tom. Co za wcielone zło. Wakacje chyba są od wysypiania się, prawda?
-To od Liama - podał mi kartkę i wybiegł z pokoju. Usłyszałam głos Katy 'Tom może zrobię Ci śniadanie?'. W tym momencie moje gały wyszły z orbit. Ona? Ha, ona i bycie miłym, prędzej zostanę zakonnicą. Popatrzyłam co napisał Liam:

' Dzięki. '
Ha, po prostu nie wierzyłam, odwróciłam kartke, z tyłu była pusta. Głupie dzięki za to, że tu spał? Że go wpuściłam? Wgl kurwa co to miało byc. Nie wiem czy ja jestem rozczarowana, czy po prostu smutna. Sama nie wiem, ale no cóż miło nie było. Spojrzałam na telefon, zero, zero informacji od Liama. Zero ' może wyjdziemy ' NIC, NIC, NIC. Postanowiłam zapytac Jack kiedy wyjdziemy. Po chwili przyszedł sms 'Przepraszam, jednak nie dam dzisiaj rady. Miłego dnia.;*' Przez chwilę rozmyślałam aby napisac do Annie, ale ona pewnie kminiła coś z Tomem. Na pewno była nim zajęta. Chociaż to dziwne, że nie chcę ze mną o nim pogadac. Poczekam kilka dni, może zadzwoni. Swoją drogą czy ona mieszkała z Tomem? Wolę nie wnikac, tak, lepiej z pewnością nie wnikac... Nie żebym była zboczona. Co to to nie. Ubrałam się w ten zestaw [ZDJ]

 


bez śniadania wyszłam tylnymi drzwiami w stronę miasta. Mijałam wiele butynków, weszłam do kilku butików, ale nic nie było, nic godnego podziwu. Postanowiłam zadzwonic do Liama. Wyciągnęłam telefon i nacisnęłam zieloną słuchawkę. 1 sygnał, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8... CISZA. ona była ze mna przez cały czas, koniec końców włączyła się poczta. Hm, jest 13, no ale może jeszcze śpi. Poszłam w stronę galerii, jakiś chłopak, ciemne oczy, idealna karnacja, jasne włosy dziwnie mi się przyglądał, miałam ochotę mu przywalic! Wybiegłam ze sklepu i popędziłam do innego. Spotkałam tam Zayna. Swoją drogą czego on szukał na dziale z sukienkami?
-Hej.. - odezwał się mmulat.
-No cześc. yy co Ty tu robisz?
-Zakupy?
-No widzę, ale sukienki? 
-Nie, ja tylko tak patrzyłem. - podejrzanie się uśmiechnął.
-Tak, przyznaj podobają Ci się.
-No chyba oszalałaś!
-Kręcą Cię Zayn.
-Wcale, że nie! 
-Ta-ak.
-Jesteś walnięta. Co ty tu robisz? 
-Hm, zakupy - wymuszony uśmiech.
-Jasne, a tak serio? - wyszliśmy ze sklepu. Znów ten dziwny chłopak. Wytrzeszczyłam oczy.
-Chodź - pociągnełam mulata za rękę.
-O co chodzi? 
-A jakiś typ dziwnie się patrzy.
-Ha, wpadłaś mu w oko.
-Jasne.
-No... - przerwał ładna jesteś - powiedział ciszej.
-Yhyy.
-Ej Liam też tak uwarza i Harry, zresztą wszyscy. - wyszczerzył zęby - i masz fajny tyłek - po jego minie widziałam, że nie zamierzał tego mówic na głos.
-Y Liam? - zapytałam, cholera on mi tyle gada a ja o Liamie. Cholera.
-Wiedziałem.
-Co?
-Że na niego lecisz, zresztą obydwoje..
-Wcale że nie! - myślałam, że go ugryzę.
-Widac to na kilometr.
-To gej! - brroniłam się.
-Tak, tak, tak. - przewrócił oczami.
-Jesteś głupi.
-A ty głupsza.
-A ty głupszy podwójnie.
-A ty potrójnie
-Poczwórnie
-Popiątalnie
-Posześcialnie
-Jak się mówi z siedem? - wybuchliśmy śmiechem. Tak Kornelia jesteś bardzo mądrą istotą.
-Ej muszę spadac, mam byc na wywiadzie z Lou, do następnego widzenia głupku - przytulił mnie.
-Nara podwójny głupku - Zayn tylko się wyszczerzył, w oddali widac było jak jego sylwetka znika. Więc Liam mu powiedział, że jestem ładna. Może zartował, albo grali w prima Aprilis? -.- Hm, cholera naprawdę ma mnie za ładną? Nie żeby mnie to obchodziło co to to nie, tak tylko myśle. To dupek, każdy o tym wie. Czy on tak na serio poważnie? Zadzwonię do niego, bez przesady jest 18 chyba nie śpi? Sygnał pierwszy, drugi, trzeci - cholera cholera, kolejne sygnały cisza. Co on kurwa? Zgubił telefon. 

*LIAM*
 
Znów dzwoniła, tak już mnie nie ma i nie ma co robic? Ehe, niech spieprza to swojego Jacka, miała z nim wyjsc, idiotka. Boże nie cierpię jej! Nie cierpię. Harry znów dziwnie mi się przyglądał, w sumie od kiedy weszłem do domu nie gadałem z chłopakami, wszystko mnie wkurwia i tyle.
-Nie odbierzesz?
-Co?
-Telefon? Znów dzwoni. 
-I co z tego?
-To Kornelia, przecież ją lubisz. - powiedział, co mnie rozśmieszyło.
-Chyba Ci się wydaję.
-No tak to coś wiecej, sorry. - zaśmiał się.
-Spieprzaj.
-Kurwa co Tobie, do nikogo się nie odzywasz, zespół napięcia przedmiesiączkowego?! - wyszedł. I dobrze, niech się do mnie nie odzywa cholera! Mam dośc, dośc ich wszystkich. 

*HARRY*

Co mu było, co za debil. To on jest zawsze romatykiem, to on zawsze robi z dziewczynami to co powinno się robic. To on zawsze jest taki ah eh, idealny chłopak. Pokłocili się czy co. Usłyszałem dźwiek telefonu.
-Halo? - nadawaca był nieznany.
-Harry - usłyszałem kobiecy głos.
-Kto mówi?
-Y Kornelia. 
-Aaa cześc...
-No siema - zaśmiała się.
-W jakim celu dzwonisz?
-Bo ja ym, chciałam, chciałam spytac co u Cb. - powiedziała to fatalnie, naprawdę była kiepską aktorką.
-Liam nie odbiera bo nie ma chumoru jeśli o to chodzi.
-Ale skąd?
-Skąd wiem? Cóż, gadałem z nim i chuj wie na co jest zły.
-Aaa, no dzięki. Ja nie dzwoniłam po to - ah ta jej pewnosc.
-Powiedzmy. 
-No tak.
-Ej jutro impreza, wbijesz?
-Y że ja?
-Nie. Bóg. Jasne że Ty!
-Ja, nie, chyba nie.
-Oj proszę.
-Tak zależy?
-Chcę potańczyc.
-Mhm.
-Będą procenty.
-Ja...
-Będziemy się ukrywac przed Liamem. - zaśmiała się.
-Okej. Do jutra.
-To widzimy się o 18, wbije po Ciebie.
-Pasuje. 
Usłyszałem dźwiek słuchawki. Oni są komiczni. Liam i Kornelia, to najdziwniejsze stworzenia jakie znam.

*KORNELIA*
Miał zły chumor, każdy ma kiepskie dni. Nie będę  wydzwaniac. Już i tak zrobiłam z siebie idiotkę. Po chwili usłyszałam dźwięk telefonu. Liam! Rzuciłam się na niego jak głupia. Cholera, czemu myśle o nim.JACK.

'' Mam czas. Za 20 minut, w parku?''' .  '' okej '' - odpisałam
*LIAM*

Oglądałem kolejne, kolejne filmy.
-Może przewitrzysz dupę? - zpbaczyłem Zayna.
-Biegnę.
-Siedzi cały dzień przed telewizorem - usiadł koło mnie i zabrał mi popcorn. Debil.
-I?
-Może z kimś się spotkasz? Czy coś. - do pokoju wszedł Harry. świetnie kurwa, wspaniale.
-Co tam?
-Liam ma dziś chumorek. - wykrztusił Zayn.
-Wiem, przez Kornelię jak mnie wam.
-Że co? - gadali jakby mnie nie było.
-Jestem tu. (w nawiasie literka pierwszego imienia dla orientacji co kto mówi)
-Wiemy [Z,H] 
-I?
-Pogadaj z nią może? [H]
-Po co? [L]
-Ja pierdole ty na nią lecisz ona na Ciebie, nie widzę problemu. Zresztą to niezła dupa. [Z]
-Tak, ty to wiesz najlepiej nie? - wyszłem z pokoju.

*ZAYN*
Ty wiesz najlpeije? Kurwa o co mu chodziło. On przez nią się zmienił, a raczej przez kłotnię z nią, czy coś w tym stylu. Ja pierdole, ja chcę mu pomóc, a on wychodzi z pokoju, wiem że ostatnio mało gadaliśmy. No ale do cholery tyle się znamy, a ten zjeb na wsyztskich się wyrzywa.

*LIAM*

Poszłem do pokoju, usiadłem na kanapę. Ciekawe co ona robi, jest 19, hmm... w sumie nie lepiej nie, a może, nie, nie dzwonie, chociaż jakby na to nie patrzec, Moje jakże logiczne rozmyślenia przerwał Harry/
-Co? - powiedziałem
-Myślę, ze powinnienes z nią pogadac, i cokolwiek jest między Toba i Zaynem, pogódź się z nim... - powiedział Harry na jednym tchu
-Kurwa, odzywa sie ten który, traktuje dziewczyny jak szmaty.
-Ej, nie pozwalaj sobie. Ja chcę Ci pomóc. Gdzie ten romantyczny Liam co biega za dziewczynami do upadłego? Czemu nie biegaz tak za Kornelią co?
-Bo... nie wiem.
-Dobrze wiesz. Bo ona udaje, że na Ciebie nie leci, a Ty to łykasz. - popatrzyłem na niego pytająco.
-Boże, jak dziecku. Dzwoniłam do mnie w celu spytania czemu nie odbierasz? To chyba coś znaczy nie?
-Naprawdę?
-Nie, kurde na niby. Weź się w garsc i się z nią pogodz na ten swój czarujący sposób,wiesz to na co lecą fanki.
-Dzięki Harry. - uśmiechnęłem się.

Czasami się gubimy, ta to chyba był ten moment. Musiałem ją przeprosic, dobra może trochę mi się podoba kurwa. Nie moja wina. Zaczęłem obmyslec plan dzisiejszych przeprosin... 
------------------

Powiem szczerze, jest do dupy. W głowie brzmiał trochę inaczej. 
Komentujecie 13 WASZYCH kom = NN.

Kocham Was <3

Głosujcie w ankiecie i dodawajcie się do obserwatorów! pozdr.

niedziela, 13 stycznia 2013

12. Vomiting.

Po chwili dzieciak zrobił coś obrzydliwego. ON SIĘ ZRZYGAŁ. Pewnie myślicie, że go zadźgałam nożem czy coś, i kazałam mu czyścic te wymiociny, a raczej dywan w nich jego własnym językiem. Nic z tych rzeczy. A wiecie dlaczego? Cóż, w czasie gdy bachor chciał coś powiedziec, Liam do niego podszedł i coś no miał pecha. Dzieciak obrzygał mu nogi... No cóż, to że mnie to bawi chyba nie oznacza, że jestem wcielonym złem? Blahahah. Powstrzymywałam śmiech, nie udało się.
-Cholera - mina Liama była bezcenna, nie spodziewałam się tego, cholera serio nie doceniłam dzieciaka. Ale widok Liama obejmujący dziecko i jego mina gdy poczuł na sobie rzyg była tak komiczna, że nie mogłam wytrzymac ze śmiechu. Dzieciak zaczął się śmiac.
-Fuj, może się umyjesz - mówiłam przez śmiech.
-Pseplasam Liam - wymamrotał.
-Nie szkodzi - skrzywił się Liam, a ja? Cóż. Miałam ochotę zrzygac się przez to jego aktorstwo! Mina Liama mówiła coś w stylu: mam ochotę Cie wypieprzyc za okno, ale opanuje się. - Może przestaniesz się ze mnie śmiac? - zaczął wyrzywac się na mnie ten głupek. Tom nas opuścił, cały w podskokach i w rzygach oczywiście.
-Staram się - wymamrotałam.
-Nie widac - przewrócił oczami, co mnie jeszcze bardziej rozśmieszyło. Ciekawe jak się czuł? 
-Może się ogarniesz, śmierdzisz - powiedziałam zatykając nos.
-Ehe... Masz jakieś dresy?
-Yyy... nie wiem, wątpie, ale poszukam. - Liam poszedł do toalety, a ja wybuchłam śmiechem, szperając w szafach, znalazłam dresy, szaro - różowe, będą pasowac do tego geja. Zaśmiałam się w duchu. Ta, mam je mu zanieśc czy co? Usiadłam na łózko, ale ten nie wracał. Co on tam robił? Odkarzał się w 10 wodach? Nie wydaję mi się, chociaż to Liam, no ale nie Zayn. Podejrzane. Bez namysłu zapukałam w drzwi.
-Liam! - wydrałam się, cisza, słyhchac było wodę. - Liam! Mogę? - kurwa czy on posiadał uszy, może to miał, ale Bóg odebrał mu słuch, kto to wie? Postanowiłam otworzyc drzwi. 
-Jesteś zboczona! - zza prysznica wydarł się chłopak.
-Wcale że nie, mam gacie - pomachałam nimi stojąc do niego tyłem. Otworzył kabinę.
-Kocham róż... - wymamrotał. - A teraz heloł jestem nagi, możesz wyjśc?
-Co? - po chwili doszło do mnie pytanie.
-Kornelia wyłaź! 
-Dobra, dobra, nie zrozumiałam - ślamazarnie opuściłam te cztery ściany. Po chwili w moich dresach wyszedł Liam. Wybuchnęłam śmiechem. Nie żeby były za małe czy coś, ale wiecie chłopak i rózowe dresy. No po prostu uwielbiam tego geja!
-No co? Źle wyglądam? 
-Nie, oczywiście, bardzo elegancko. - udawałam powagę. Na co on się na mnie rzucił. 
-Liam! Złaź! ZE. MNIE. - dusisz mi cycki i nie mogę oddychac.
-Hm i lubię to. 
-Przez Ciebię umrę! - zrzuciłam go z łoża, opadając na łóżko i nabierając sił.
-Wiesz, że jest 3 rano? 
-Nie chce mi się spac... 
-Mi też nie.
-Spacer? - zaproponowałam
-W tych gaciach? Oszalałaś psychicznie.
-Ah no tak reputacja.
-No co? Jestem znany, nie mogę pokazac się w babskich dresach.
-Popularny? Proszę Cię.
-A może nie?
-Może bardzo nie.
-Nie znasz się młoda.
-Oh, odezwał się stary.
-Starszy od Ciebie.
-Mhm zwłaszcza w tych dresach.
-Ej mi się podoba.
-Tak, jest tak sexownie.
-Ej w dresach czy nie, zawsze jestem sexowny - szliśmy w kierunku kuchni.
-Chyba nie widziałeś się w lustrze.
-Ja? To Ty masz włosy nastroszone jak jeż.
-Co? - skrzywiłam się i pobiegłam w stronę lustra. Usłyszałam śmiech Liama. 
-Zabiję Cię! Rozumiesz?! - goniłam tego eskimosa.
-Nie masz sił - stanął przede mną, cholera miał racje, ale nie mogłam się poddac. Nie wtedy kiedy krytykuje mój wygląd. Nie nawidzę takich typów. Zaczęłam coś w rodzaju kopania, ale hmm kopania zazwyczaj boli prawda? On się śmiał.

*LIAM*

Ta dziewczyna była najdziwniejszą jaką kiedykolwiek spotkałem. Czy ona naprawdę myslała, że mnie to boli? Jeszcze w tych grubych dresach, no chyba blondynka z niej. 
-Nie dasz rady nieogarniaczu. - uśmiechnęła się, czy ona coś knuła?
-Zobaczymy po moim kursie karate.
-Jasne, film?
-To takie oryginalne. - wystawiłą mi język. Usłyszałem dźwięk telefonu. Jej telefonu. Leżał na łąwie, momentalnie biegliśmy w jego stronę. Złapałem go pierwszy.
-Oddawaj to! Oddawaj. - wskoczyła na mnie.
-Złaź ze mnie. Kto to kochanek?
-Tak, jasne, oddaj Liam. 
-Nie-e - nadawca SMS'a już od początku nie spodobał mi się. JACK. Co to wgl za imię jest? Bez zastanowienia otworzyłem wiadomośc. 

''Siema. Tak pomyślałem, że za długo się nie widzieliśmy. Może jutro się zobaczymy? Miłych snów. '' 

Chciałem spytac ją co to za fagas, ale wyszłoby że jestem zazdrosny. Udałem wiec że mnie to nie rusza. I to jego słodkich snów, rzygam po prostu.
-Oddaj! - telefon wyrwała mi tarzanka. Pod nosem się uśmiechnęła. - Nie ładnie tak otwierac cudze wiadomości. - wystawiła mi język.
-A co Ty nie powiesz? Ide spac, nara tarzanie.
-Ym, myślałam że pooglądamy film?
-Jestem zmęczony. Dobranoc.
-Okej, dobranoc! - usłyszałem jak się drze, weszłem do pokoju. Cholera czemu pociągam wszystkie dziewczyny oprócz niej? Zresztą znajdę lepszą. Tak, będę ja trakotwac jak kumpele. Jebac kobiety. Z tą myślą zasnęłem. Ona po prostu jest za ciężka, za dużo trzeba się o nią starac. Zresztą to zapatrzona w siebie kretynka, która szuka wrażen i ma mnie za geja. Po prostu pozdro.

*KORNELIA*

Co za głupek. Przecież to tylko Jack. Nie cierpię tego geja w różowych dresach. Weszłam do mojego pokoju, a on spał na sofie. Sprawdzałam dwa razy. Ubrałam bluzkę z piżamy, było gorąco. Zasnęłam.

Kto się odważy? ;D I komu wyszło, że jest zboczony? hahah.

Groźny Zayn.

Biedny Sramuś! ;<

Mają talent! Nie ma co, hahaha.

-------------------------------------

Roździał taki krótki, bo nie wiem co dalej szczerze. ;D
Jak się podoba? 
Kochani wielkie dzięki za tyle wyświetleń, od ostatniego roździału 1000 robi wrażenie (tańczę xD) , a i przepraszam, że tak długo nie dodawałam. NAUKA. -.-
Tym, którzy mają ferie to życzę abyście je mieli zajebiste i jedyne w swoim rodzaju, noe siedźcie całymi dniami na PC, bo to można robic po sql, nie? Wiem zrzędze, jak wasze babcie. xD A tym, którzy muszą jeszcze zapieprzac do szkoły tak jak ja to przede wszystkim wytrwałości! ;* 

środa, 2 stycznia 2013

11. New children - why, oh why?


O co tutaj chodziło? Dostawałam tak zwanej kurwicy. Nie ogarniam chłopaków, wy też? Miejmy nadzieję, że nie jestem w tym syfie sama.

-Liam? – badaczo mu się przyglądałam, jego klata co chwile się unosiła,  unikał mojego wzroku, więc po chwili odpusciła wywieranie wg mnie ‘presji na nim’. Nie poskutkowała. Niech to szlag trafi facetów!
-Bo widzisz ja wtedy byłem i widziałem – co on kurwa widział? Ten chłopak czasem serio był gorszym bezmózgiem w wypowiedziach ode mnie.
-Logicznie proszę. – powiedziałam z chęcią rzucenia się na niego, nie moja wina że mnie zdenerwowałam, no nie?
-Widziałem Cię jak się z nim całujesz, potem gonili mnie reporterzy zobaczyłem Katy i ją pocałowałem, okej? – powiedział na bezdechu, przez chwilę patrzyłam na niego jak na głupka, zresztą był nim, bądźmy szczerzy. Ale z kim mnie widział? Za dużo wrażeń, nie ogarniałam. Wiedziałam, że jeśli o to spytam będzie miał mnie za idiotkę. Ale w tym momencie, mózg odmówił posłuszeństwa, rozdwojenie jaźni + myslenie o suce Katy, tak to dało się we znaki.
-Yyy z kim mogę wiedzieć? – udałam jeszcze większą idiotkę niż  nią w rzeczywistoci byłam. Gra aktorska nie szła mi ostatnio za dobrze. Ten tępo we mnie patrzył tymi swoimi oczami, myslałam, że mu przywalę! I słowa Wam daję gdyby nie to, że się odezwał doszłoby do rękoczynu. Często się biłam z moim bratem < o ile to tak można nazwac>.
-Z Zaynem. – powiedział to z taką oczywistoscią, jakby to było tak jasne, że po każdym dniu jest noc. Milczałam , to było jak dla mnie wieki temu. Cholera czy ja mu cos  odpisałam na Sms’a sprzed chyba kilku dni? Zresztą miałam to gdzies. Jedyne na co się odważyłam to komentarz do tego co powiedział.
-Cholernie inteligentne. – zabrzmiało jak z mądrosci księgi ludowych czy cos w tym stylu.
-Dobra, to było głupie, wiem, ale nie poradzę nic na to, wkurwiłem się... – dwa ostatnie słowa wypowiedział ledwo słyszalnie. 
-Więc jednak Ci się podobam – wypaliłam, z jego twarzy nie mogłam odczytac zadnych emocji, jakby miał maskę.
-Yyy, że Ty mi no co Ty? – stary Liamu sramus powrócił z krainy rozmyslen. Przewrociłam oczami.
-I tak wiem swoje – rozległ się dźwięk mojej jakze to wspaniałej komórki. Dzwoniła Alison.
-Heej, gdzie jesteś?
-Dokładnie to nie wiem… ale daleko od domu.
-Ymm okej, więc jest sprawa dzisiaj przyjeżdża na 5 dni moja siostrzenica, zaopiekujesz się nią, mam dużo roboty.
-Jasne – wymusiłam próbę zachwytu.
-Dzięki, bądź przed 22. Jestes boska.
-Wiem, fantastyczna. Czesc
-Kto to był? – usłyszałam pytanie.
-Ciotka, przyjedzie do mnie jakas popaprana typiara, którą muszę się opiekować, ogarniasz?
-Że co? – wybuchnął smiechem. -Ty sama sobą nie umiesz się zajac, jeszcze przez Ciebie zginie.
-No nie przesadziłeś! –Zaczęłam gonic tego idiote po parku, co za kretyn. Ze ja samą sobą nie umiem się zajac? Jasne. Kazdym umiem, i kropka. Biegłam i biegłam, ten gówniarz był szybki, zmeczona poddałam się i klapłam na ziemie. Pan ciotos przyszedł po kilku minutach.
-Muszę isc… - sciemniało się, cholera. Wstalimy, szłam w ciszy, Liam prowadził monolog. Ciekawe jaka ona będzie. Pewnie jakas idiotka. Jak wytrzymam z nią i z Katy? Swoją drogą czemu Liam ją pocałował. Nie no to wiem był zazdrosny. Chyba. Yh, wiem ze nic nie wiem. Ocknęłam się z zamyslen, gdyż ten wspanialy chłopak mnie popchał.
-Ejjj. Rzuciłam się na niego, ale on był sprawniejszy, wziął mnie na ramie, piszczałam jak głupia. - On mnie zgwałci - darłam się wniebogłosy. Biłam go, ale ten nic.
-Fajny tyłek. – wymamrotałam wybuchając smiechu. Liam zaczął cos w stylu –Twój teeeż… - ale po chwili dopiero zrozumiał mój sarkazm. Chociaż może to i nie był sarkazm? W sumie lampiłam się na jego tyłek. Miał w porządku tyłek, bardzo wporządku, kurde. Miał całkiem wient tyłek. Kornelia ommm, wycisz się. A w dupie to wolę rozmyslac  o jego tyłku.
-Kornelia?
-Tak? – momentalnie podniosłam głowę, on postawił mnie przed sobą. –Czemu tak lampisz się na mój tyłek? – zachichotał. – jestes zboczona.
-Ejj wcale, że nie! Podziwiałam chodnik.
-Oczywicie, kręcę Cię.
-Nie.
-Tak.
-Nie.
-Tak.
-Nie.
-Kurwa tak.
-Kurwa nie.
-Jestes niemożliwa.
-Ty bardziej.
-Mam ochotę…
-No co? –szturchnęłam go.
-Ym…Wrzucic Cię pod samochód. – zaczelimy się smiac.
-Głupi jesteś pedale.
-Ty też Bi.
-Spieprzaj. – mam focha. Gnój nie będzie mnie wyzywał, dupek. Idę przed nim jakie 4 metry, słyszę jego smiech. On nie zdaje sobie powagi z sytuacji mojego focha. Zbliżamy się do domu. Otwieram bramkę, chcę ją zamknąć, ale ten dupek w niej stoi. Frajer.
-Ej bez focha no. – patrze na niego powstrzymując smiech. Odwracam się.
-I tak to Ty pierwszy zadzwonisz – słyszę jego sapanie. Idę dumna przed siebie, wchodzę do drzwi.     W oczach widze małego bachora, ma z 7 lat góra, chłopak.
-Oo Kornelia jestes, to Tom.  – wymamrotała Ali.
-Hej… wyciągnęłam do niego rękę.
-Muszę isc zostaniesz z nim, prawda?
-Się wie. – uśmiecham się, cholera mam nadzieję, że zaraz pójdzie spac, wydaję się na posłusznego. Oby to nie były pozory.
-Idź się myc i do spania.
-Nie! – krzyczy mi w twarz.
-Mówię co. – nie cierpie takich bachorów.
-Mam to gdzies. – gówniarz seplenie. W jego wykonaniu to brzmi raczej ‘’mam tio kcies’’.
-już!
-nie!
-teraz!
-e nie-e-e.
-nieznosny dzieciak.
-głupia ciewcynka.
-seplenisz.
-I?
-Nie przeszkadza ci to CIECIUCHU. (dzieciuchu)
-Ani tlosecke.
-Z kim ja żyje?
-Ze mną!
-Dlaczego. – pytam sama siebie.
-Bóg tak chciał.
Wtedy kto wybucha smiechem. Głupi Liam stoi w drzwiach. W sumie przyda mi się. Więcej z tym bachorem nie wytrzymam ani minuty. Tom biegnie do Liamusia, obejmuje jego noge, ten się smieje, już ma cos powiedzieć, ale gówniarz mu przerywa.
-Ona mnie gnębi plose pana.
-Tak, wiem, to zła dziewczynka.
-Zapieses mnie stond?
-Chyba nie dam rady, chodź się pobawimy. – robię do niego głupią mine, a ten chichocze. Siedzę na sofie. Bezradna siedze na sofie i kopie stół. Kurwa gdzie Katy? Zresztą dobrze, że jej nie ma. Patrze na Liama, w sumie słodko wygląda próbując zabawić tego bachora, włączam TV, po godzinie. Dzieciak spie. Sramus siedzi koło mnie.
-Ymm w czym mogę pomoc? – co za idiota, chociaż lubię go.
-No widzisz, mówiłem jak cię lubię? – popatrzyłam na niego krzywo. Co on chcę?
-Mogę tu spac? – wybuchłam smiechem ze on u mnie w moim domu, gdy jestem sama z bachorkiem?
-Nie ma mowy- przewracam oczami.
-Proszę, chłopacy zamknęli mi dom.. – spuszcza wzrok,a ja wybucham smiechem, ten zasłonił mi usta. No tak Tom smacznie spi.
-Proszę – szepcze mi do ucha. Przechodzi przeze mnie mily dźwięk. Ide na gore, szybko się myje. Ten idiota przybiegł zasapany. Puka w drzwi
-nie wchodz! Za pozno, na szczęście zaslonilam się recznikiem.
-Czego? Nie slyszales idioto?
-Katy przyszla!
-Coo?! – moje oczy wybily się z orbit. Słyszę jej kroki, idzie tu.
-co robimy?
-yy schowam tu się?
-co ty, zaglądnie. – momentalnie wskakuje prawie naga na łózko, Liam ten tępy idiota tez. W ostatnim momencie zgasiłam swiatlo. Czubek się do mnie przykleja, chociaż to madre, nie widać ze są dwie odoby z perspektywy gdzie stoi Katy, udaje ze spie. Słysze jak Katy wychodzi z domu, pewnie nawet nie zauwazyla Toma, spi w pokoju obok.
-Liam, możesz przestać się we mni wtulac? – zaczynam rechotac.
-ej bo go obudzisz. – siadam na lozku, otulona recznikiem, zakrywam się.
-Trudno. –przewrót oczami. Jest całkiem ladny kurde. Znow cos słyszymy, tym razem ja wtulam się w niego, recznik spada mi z cycek. Cholera. CISZA. Liam się odwraca.
- Zboku! -  zakrywam się , a ten dałn klnie pod nosem. Dostaje w twarz. Debil no słowo daje. Cisza, slysze bicie serca, mam ochote, nie nie mam, co ja gadam, mam, cholera, uspokoj się. On chyba myśli o tym samym. Sama nie wiem, badaczo mi się przygląda. Idiota wpletł w moje włosy rękę, bosz kornelia wroc do zywych,zaraz go pocałuje. NIE NIE NIE!  Zbliza się. Serce bije mi mocniej. Z jednej strony chce tego z drugiej nie. To zapatrzony w siebie idiota, bije się z myślami, a on jest coraz bliżej.
-Co wy lobicie? – momentalnie z zza Liama wyskakuje Tom. Ciekawe kto był bardziej ździwioniy, nie uważacie? Mam go dość! Dość tego niesnoscnego bachora!
-Miałeś spac – wkurwiłam się na niego.  Liam znów się smieje. Głupio mi teraz, znow to samo. Do kurwy nędzy czemu mnie nie pocałował? Jest taki, zz amyslen wyleciałam przez sramusia.
-Chodz zaprowadzę cie do lozka. – powiedział.
-Ale ja się zle czuje -Patrze na niego z zalem. A raczej z zalem ze musze być na to wskazana. Chyba zaraz co stanie się poważnego.
Po chwili dzieciak...


[OTO TOM]


____________________


Wkońcu napisałam, kilka razy próbowałam.
Kochani dziękuję wam za dodanie się do obserwatorów! I zaskoczyła mnie liczba wyświetleń, oraz to, że codziennie co najmniej 70 osób wchodzi. Nie wiem więc dlaczego tak mała ilosc komentarzy.
Roździał uważam od 1 do 10 na 6. Zachwyty nie ma. Nie mam cholera weny i czasu.
Do następnego! ♥


środa, 26 grudnia 2012

10. Frightening.

-Okeej, tylko się ubiorę, daj 15 minut - zdezorientowana i zaskoczona poczłapałam ślamazarnie na górę. Byłam zaspana, mimo tego, że przemyłam oczy 10 razy, nie pomagało. Wyglądałam koszmarnie, nie - koszmarnie - to złe słowo raczej tragicznie, masakrycznie, ale się rymło. Więc co ja mówiłam? Ah tak ogarnięcie się tak jak wiecie ubrałam majtki i stanik - podstawowe rzeczy? Pierwsze lepsze rurki z szafy i jakaś bluzka. GOTOWE. Uf. lekki makijaż, luźno rozpuszczone włosy. Teraz dotarło do mnie, że przyszedł Liam. Co on chciał? A jak będzie tak jak w moim śnie? Powrócę, stara, nieśmiała ja. Krocząc w dół po schodach wymyśliłam to, iż jestem Kornela i jestem fantastyczna.
-Co tak długo? - z zamysleń wyrwał mnie jak to ten piękny chłopak, w cudzysłowiu na 'piękny'. Chociaż czemu w cudzysłowiu w sumie nie był brzydki, nie? Co ja gadam był ładny, o ile chłopak może byc ładny no chyba raczej przystojny. Zresztą co to za różnica czy jest ładny, muszę mu coś chyba odpowiedziec, nie?
-No wiesz... - gdzie jakaś myśl, mózgu odezwij się - SIKAŁAM. - oo kurwa, no to świetnie, sikałam? Nie jestem przecież blondynką, no mózgu może lepiej się nie odzywaj co?

-Że co hahahahahahahahahahah - Liam i niekontrolowany śmiech - si hahah sikałaś 30 minut? hahaha 
-Uspokój się bezmózgu - z wielkim przytupem wrzasnęłam na tego jakże wspaniałego chłopaka. Boże jak on mi działa na nerwy. Po jakże długich namowach, no może nie aż tak długich 120 sekundowych namowach ekhm... wydawały mi się długie pan fantastyczny przestał rżec. Wyszliśmy na ten jego 'spacer'. Szłam zdecydowanym krokiem, miałam wrażenie, że jest ostro w tyle, więc zwolniłam. On tylko dziwnie popatrzył.
-Więc - wymamrotał przez wargi , jak wiadomo dwie wargi, czasem moje rozmyslenia mnie rozwalają, nie sądzicie? 

-Więc...- powtórzyłam z mina WTF?
-Noo więc - zachichotałam. - z czego się śmiejesz? 

-Z Ciebie deklu! - wybuchłam śmiechem.
-Ej gówniarzu nie pozwalaj sobie! - warknął jakże okrutny Liam.

-Oh Liamuś jakiś Ty okrutny, strach się bac  - udałam coś w stylu plastika, talent po przebywaniu z Katy. Ale nie myślmy o niej.
-Liamuś? Tak od dawno do mnie nikt nie mówił - poruszał jakże wspaniale brwiami.
-Ejjj... żaden gówniarzu! - dopiero dotarło to słowo do mnie

-Sorry młoda ale jesteś gówniarz i kropka.
-Wcale, że nie!
-Jestem kobietą - wypowiedziałąm to z oburzeniem, zaczynał działac mi na nerwy.

-Jestem kobietą - piskliwym i przerażającą dziewczęcym głosem zapiszczał Liam. Popatrzyłam z  miną WTF.
-No co? Dużo przebywam z Harrym.
-Okej, nie wnikam, co nie zmienia faktu że jestem obrażona!
-Rekompensata? zabiorę Cię w fajne miejsce? - czyżby zapomniał, że był z Katy? phyy co tam, że był, chodzi o całuski między nimi, aż rzygusiam. Zero wyjaśnień. Ale opieprze tego dupka po ujrzeniu tego jakże fajnego miejsca. No chyba nie będzie tak źle. Prawda?
-Okej - powiedziałąm - miejmy nadzieję, że nie będzie to zmarnowanie czasu - powiedziałam ciszej, jednak Liam a raczej Liamuś. To będzie jego ksywa. Zapewne nikt nie ogarnie o kogo chodzi, hahaha. Więc no on chyba to usłyszał, co nie było zadowalające, ale to dupek więc mam to gdzieś. Następne kroki były w ciszy wkońcu stanęliśmy w kolejce na jakieś 10, 15 a może i 20 metrów. Nie jestem dobra z ogarnieciem czegoś na oko. Czułam na sobie wzrok jakiegoś typa. Zerknęłam na niego, miał czarne rurki i koszule w kratkę, dośc przystojny. Jednak postanowiłam to olac. Usłyszałam szept.

-Ten koleś już mnie denerwuje. - odwróciłam się. LIAM. 
-O co ci chodzi? - byłam zbita z tropu. Kolejne kroki, byłam jedną z pierwszych osób stojących w kolejce. 
-Ten typ w koszuli cały czas się na Ciebie lampi. - przewrócił oczami Liam.
-Zazdrosny? 
-Ja po prostu, to mnie denerwuję.
-Tak, oczywiście.
-No chyba nie jestem zazdrosny o Ciebie? - popatrzyłam na niego pytająco. Ale on parsknął śmiechem. Szturchnęłam go. Ten chyba się zesłościł, bo podszedł do biednego chłopaka.
-Ej Ty, bo wiesz nie podoba się to lampienie mojej koleżance. - nie powiem bo przeraźliwie odezwał się Liam. Ale zaraz zaraz? Że niby mi się nie podoba? No nie Kornelia musi wkroczyc do akcji.
-Przepraszam Liamuś - z naciskiem na imię. - bardzo mi się podoba, że tak mnie obserwujesz, a on to jakiś kretyn którego musiałąm przypadkowo zabrac z domu, żeby przestał się zachowywac wśród ludzi jak ym niech pomyśle idiota?! - przewróciłąm oczami i poszłam.
-Mogłaś sobie darowac, wiesz? 
-No sorry, ale mi nie przeszkadzało jego lampienie się.
-Dobra, ale może mi tak.
-Nie ważne. Co to wgl jest łajzo? - spytałam z ciekawością, wysokie cos, bardzo wysokie, ale niczego nie przypominało mi.
-Zobaczysz, będzie niespodzianka. - popatrzyłam na niego i znó przewróciłam oczy, jakie to zaskakujące. Swoją drogą mogłam powkurzac Liama tym chłopakiem, ale mam jeszcze czas, zaraz coś się wymyśli. Niech się przyzna, że dupek jest zazdrosny! ale no tak to ponad jego ego. Zgred.
-Ej muszę Ci zawiazac oczy. - popatrzyłam na niego ze zdziwieniem. Po chwili wykonał tą czynnosc.

-Masz specjalne namiary nie?
-Słucham? - jechaliśmy windą.
-No bo wiesz ten chłopak, może mógłbyś go namierzyc, żebym wiesz no jakis numer telefonu czy namiar na facebook'a, cokolwiek. - myślałam, że wybuchnę śmiechem. Kurde miałam ten cholerny kawałek materiału na łbie, nic dziwnego że w głebi duszy było mi smutno. Nie mogłam zobaczyc jego miny! ale w wyobrażeniach była komiczna. 
-Weź przestań. - usłyszałam cichą bez żadnych emocji odpowiedź.
-Ale co? To masz jakieś kontakty żebyś
-Kurwa skończ mi gadac o tym tępym chuju - wyszeptał mi, mocno i głośno wyszeptał do ucha, nie powiem lekko zadrżałam. Lepiej nie poruszac może tego tematu?
-Ile jeszcze?- ta jazda w windzie trwała ery.
-Chwila, boże jaka niecierpliwa. - szturchnęłam go, tylko trafiłam w powietrze, kuźwa no, ten idiota zaczął znów się ze mnie smiac.
-Chodź.
-Może mnie poprowadzisz co? Nie widzę tak jakby. - zmózg złapał mnie za rękę. Ustawił mnie przed sobą i odwiązał jakąs opaskę, czy coś w tym stylu. Zobaczyłam widok, wspaniały widok, panorame Anglii. Ale zaraz, zaraz? Wysoko było i te domki, drapacze one były takie malutkie, bardzo malutkie, cholernie malutkie, ledwo było je widac, zaczęłam ciężej oddychac, stałam niepewnie. Cholera co się ze mną działo? Co jest? Udawałam, że jest okej. 
-Podoba Ci się gówniarzu? - było mi gorąco, kręciło się w głowie, budynki się oddalały i przybliżały. Miałąm wrażenie, że umieram.
-Kornelia? - usłyszałam głos , nie byłąm w stanie zrobic zadnego ruchu, to uczucie kiedy nogi i głowa ogólem całe ciało odmawia posluszeństwa. Niewiadomo skąd przede mną pojawił się Liam. Widziałam, że sie bał. 
-Co jest? - znów usłyszałam pytanie.
-Ja... bo tam i one... oddalają i ja - nie mogłam nic z sibie wydusic, było tak jakby nieśmiałą Kornelia powróciła. Nie mogłam nic powiedziec. Nawet gadka opusciła mnie w tym ważnym momencie. FANTASTYCZNIE. oddychałam chyba głośno, bo dziwnie patrzyli się na mnie ludzie.
-Ty masz lęk wysokości, prawda? - niepewnie powiedział Liam, stałm przy barjerce na jakims cholernym balkoniku, nie mogłam się ruszyc, nawet gdybym mogła tu były tysiące ludzi, więcej niż mrówek, więcej niż chinczyków. 
-Ja... ja... bo... zabierz mnie stąd - drżałam, nie zwracając uwagi na moje głupie i bezsensowne wypowiedzi. Nawet nie wiem kiedy wtuliłam się w Liama. Ale teraz nie zwracałam na to uwagi, czułam się przy nim bardziej bezpieczna.




-Przepraszam, ja nie wiedziałem, przepraszam kurwa. - słyszałam Liama. Ciemnośc przed oczami, plamki.
-Kornelia? Kurwa nie mdlej. - trząsł mną Liam. Nie zemdlałam, mocno mnie przutylił, bezwładnie zwisały mi ręcę, przyjechałą winda, nadal zdziwiona, jechałam w dół. Liam przytulał mnie i głaskał moje włosy. Drzwi windy się otworzyły, zobaczyłam Ziemię, wróciła stara, pewna siebie Kornelia. Dziwnie czułam się w jego uścisku. 
-Juz jest okej. - wymamrotałam, na znak aby mnie puścił. Chyba zrozumiał, bo uwolnił mnie z uścisku. Kurwa wtuliłąm się w niego. Głupia ja, idiotka, usiedliśmy na jakiejś ławce.
-Przepraszam ja nie wiedziałem, przepraszam. - Liamuś Sramuś zakłopotał się.
-Poniosło mnie, sama nie wiedziałam że mam ten pierdolony lęk, przepraszam za to. - było mi tak głupio, przytuliłam się do dupka, idiotka ze mnie no.

-Ale za co? - badaczo uniósł jedną brew.
-No wiesz... za to że nie powinnam było się do Ciebie przytulac. - uśmiechnęłam się.
-Dlaczego? - zaskoczył mnie pytaniem.
-No wiesz masz Katy i... 
-Ale ja jej nawet nie znam! - przerwał mi moje zdanie, a w mojej głowie pojawiła się setka dziwnych myśli. Jak to kurwa jej nie znał? Całował się z nią.
______________________________

Heloł miśki!

Jak obiecałam jest nn, szybko jak na mnie, pisałam to dla was z jednym okiem, serio śpię tu już. Więc nie patrzcie na błędy i jakieś niespójności. Oczy mi się zamykają, ale jest nowy roździał! Bardzo, ale to bardzo dziękuję za tak wiele komentarzy! Miłe ździwionko miałam. 
Jeśli czytacie to stale dodajcie się do obserwatorów. Bo wiem, że sa takie osoby. 
xoxo to dla Madzi, która mnie prosiła, a teraz dziewczyno padam na japkę. 

Liamuś mnie rozwala tutaj. hahahah. słooodkoo xD


Ah ta grzywka. :D


Miłego dnia wszystkim. ♥


niedziela, 23 grudnia 2012

9. What happened?


Usłyszałam Katy, tak Katy, tę Katy. KATY KATY KATY. Ta myśl krążyła w mojej głowie jak oszalała. Po co tu przyszła? Dlaczego? Aż tak być bezczelną? Ja chyba nie wytrzymam w tej rodzinie.
-Kornelia miło Cię widzieć – usłyszałam głos tej głupiej suki. Co czułam? Nie nawisc. Smutek. Wkurwienie. Przygnębienie. Żal. Opuszczenie. Roztargnienie. Rozczarowanie. Tego jest całkiem sporo. W lekkim rozkroku z miną jak zahipnotyzowana, stałam tam. Naprzeciwko jej, siedziała, wgapiała swoje oczy we mnie. Dlaczego? Widziałam w nich zadowolenia, hm zatriumfowanie nad moją osobą. To były straszne sekundy, a może nawet minuty mojego życia.
-Co ty tu robisz. – wymamrotałam ledwo siebie słysząc.
-Będę tu mieszkac kilka dni, Ali mnie zaprosiła. – z wielkim zacieszem popatrzyła w strone tej jakże inteligentnej ciotki. Ale skąd ta osoba miała wiedzieć, jakie są kontakty między nami, nie znała Katy, no własnie nie zdawała sobie sprawy z tego jaka jest. Postanowiłam pójść spac, mimo że wcale nie było późno.  Ciągnąc się po schodach, wdreptując do łazienki wzięłam prysznic, zmyłam byle jak makijaż. Który i tak był mało widzialny. Nigdy nie lubiłam tony tapety, było to uczucie nie przyjemne.

Nie mogłam zasnąc. Myslałam o bracie, moim bracie, zmarł 3 lata temu – wypadek samochodowy, to ja ostatni raz usłyszałam jego słowa, które brzmiały: Pamiętaj o mnie. Zawsze będę koło Ciebie, co by się nie działo, zawsze. Rozumiesz? Po czym zamknął oczy, a serce, no własnie przestało bic, Nie krzyczałam, nie płakałam, byłam zahipnotyzowana. Dzień przed tym wszystkim, był taki szczęsliwy, dostał pierwszą wypłatę, za którą kupił mi miedzy innymi pierścionek. Dla mnie pierścionek, srebrny, dosc gruby z inicjałem ‘M’, czyli Make. Zawsze go nosiłam, dzięki temu czułam ze zawsze przy mnie był. Dlaczego odszedł? Tego nie wiedzieli nawet lekarze, mimo ze stan był stabilny jego serce przestało bic. Dzis miałby 20 lat. I z pewnoscią pomógłby mi z Katy. Z dnia na dzień bardziej go potrzebowałam.

Zasnęłam, obudził mnie dźwięk telefonu. Ledwo słyszalnym głosem zajęczałam ze wciekłoci, jednak gdy zobaczyłam  tresc wiadomości wytrzeszczyłam oczy. O co tu chodzi cholera? ‘ spotkajmy się za 2 godziny na ulicy Stit 82 Liam. ‘ Kilkakrotnie czytałam wiadomość, nawet wstałam i przemyłam oczy, ale to był Liam. Początkowo nie chciałam isc, bo i po co? Co miałam udac że jest okej i bardzo fajnie, podczas gdy miałam załamkę, czułam że snie, lecz to nie był sen. Lecz chora, chora rzeczywistość raczej, niestety. Zeszłam na dół.
-Jest tutaj ktokolwiek? – odpowiedziała mi cisza, zupełna cisza. Słychać było głos psa, tykanie zegara, cichy wiatr, chodzenie lodówki, lot muchy ale zero ludzi. Zdziwiona kątem oka dostrzegłam białą karteczkę, podeszłam bliżej potykając się o jakie buty. Skąd one się tu wzięły cholera? Napis głosił; jesteśmy na zakupach nie czekaj na nas. K i A. Buziaki.

FANTASTYCZNIE. Znów skazana na własny los. Stojąc przed ogromną szafą, nie wiedziałam co wlozyc. Nie miałam pojęcia. Ale zaraz zaraz. To nie randka, nie ważne spotkanie. Nikt komu chce zaimponować. To Liam. Ubrałam sprane ciemne rurki i pierwsza lepszą bluzkę kremową z kołnierzykiem, zapinaną na czarne guziki. Usłyszałam dźwięk dzwonka. Szybko podeszłam do drzwi, tworzyłam je, przede mną stał Liam. Aż tyle się ubierałam? Był ubrany w jakies dżinsy i zwyczajny szary podkoszulek. Albo cos w tym stylu.

-hej… - ledwo słyszalnym głosem wymamrotałam. Co ze mną? Zawsze byłam pewna siebie, stałam zagubiona.
-Y no czesc. – jakże pewnie odpowiedział mi Liam. Wpatrywałam się w niego, a gdy on to ogarnął uciekłam wzrokiem.
-To idziemy? – usłyszałam pytanie. CISZA. Nic nie odpowiedziałam.
-Ej wiez na pytania zazwyczaj się odpowiada...
-Tak ehm wiem. No. Więc tak.
-hmm? – spytał mnie niepewnie, stałam zagubiona, czułam, że jest co nie tak. To nie mogło się dziac naprawdę. Co się stało? Nie  mogła wrócic stara ja! Nie mogłam! Kiedyś byłam niemiała, tak wiem to dość dziwne, po tych wspomnieniach o braciszku, wróciłam stara ja. Nie umiejaca nawiązać kontaktu z innymi dziewczynka, nie potrafiąca ukladac logicznych wypowiedzi. W dniu gdy odszedł mój brat obiecałam sobie, że nigdy nie zabraknie mi języka w gębie. NEVER, NEVER, NEVER.
-No wiesz, niezbyt rozumiem. Idziemy?
-y tak. – odpowiedziałam bez zająkania się. SUKCES
Wyszłam z domu, szliśmy ramie w ramie. Wpatrywałam się w swoje jagodowe trampki, nie odzywając się, nawet uważałam na oddychanie, aby czasem tego nie usłyszał, kątem oka patrzyłam na Liama, ale ten szedł przed siebie, nie zwracając na nic uwagi.
-Gdzie chcesz isc? – padło pytanie na, które jak wiadomo trzeba było odpowiedzieć, nie znałam prawie zadnego miejsca, więc  nic nie przychodziło mi na myśl.
-Ym… bo ja.. w sumie ja.. emm no nie znam, to znaczy znam ale… ale ja bo
-dobrze się czujesz?- popatrzył na mnie tymi swoimi głębokimi oczami. Czułam znów hipnozę. Ah tak pytanie, musiałam odpowiedzieć.
-tak. – odpowiedziałam, byłam z tego dumna. Choć po chwili doszło do mnie, że mowie jak w jakiejś epoce kamienia łupanego, musiał mnie uwazac za bezmózgie stworzenie. Albo ze ogarnęli mnie jacys kosmici, próbujacy zabrać moja dusze, i resztki mózgu, którego i tak było mało.  Szliśmy znow w niezrecznej, przynajmniej jak dla mnie ciszy, którą znów przerwał on.
-Może pojdziemy do kawiarni niedaleko? Zresztą nie odpowiadaj, bo widzę że masz jaki z tym problem.
-yhyyyyy – Liam wybuchnął smiechem, patrzyłam na niego bez zadnych uczuc na twarzy, a on prawie płakał, wolałam tego nie komentowac, doszliśmy do kawiarni.. usiadłam grzecznie na krześle, zza mojej grzywki ujrzałam ze liam się we mnie wpatruje, dziwnie wpatruje, jakos podejrzanie. Gdy ogarnął że to widzę lekko się usmiechnął, co sprawiło dziwnie przyjemne dla mnie uczucie, wszystko sprzed trzech lat powrocilo. UCZUCIA, ROZMOWA, KOTNAKTY Z INNYMI.  Chciało  mi się plakac. Dlaczego? Po zamówieniu lodów, kelnerka przyniosła dzbanek z wodą. Jaka kurde goscinna.
-Jestes jakas inna. – wymamrotałam Liam. Kręcac się na krzesle, uciekając wzrokiem, bojac się jakiejkolwiek odpowiedzi stwierdziłam ze nawet mnie to nie obrazilo, jak zazwyczaj. Stara ja już dawno by mu dogryzła. A tu nie wiedziałam, nie wiedziałam co mu powiedzieć.
- emm ta boo-o – cholera zajakała się , znów. Ponieważ jakże wspaniała ja chciała zakryc oczy rekami, szturchnelam piękny dzbanek z wodą.
NIE!NIE!NIE!

Momentalnie wstałam chcąc pozbierać wyrządzoną szkode. Tłum gapiów popatrzyl w moja strone, rozmowy ludzi momentalnie ucichly, slyszalam cichy szept. Podleciał kelner.
-przepraszam, przepraszam jaa-aaaa nie chciałam, nie chciała bo przepraszam. – trzęsłam się, oczy miałam pełne łez.
-Uspokój się – usłyszałam ten jakze mily glos.
-Jestem taką nie zdara. – udało mi się wypowiedzieć cale normalne nawet zdanie, a przynajmniej jak dla mnie. Chcoiaz nawet tego nie zauwazylam. Bylam przejeta tłumem gapiów wpatrujących się w całą sytuacje.
-zaplace za wszystko, wychodzimy.- jak liam nakazal tak zrobiłam. Nagle on się zatrzymal, wpatrując we mnie swoje oczy, co mnie skrępowało.
-Ja przepraszam… - mruknelam
-ej co się stało? Gdzie jest ta pewna siebie dziewczyna, co? Mam wrazenie ze gadam z blizniaczka Korneli. – ostatnie zdanie wymamrotał prawie niesłyszalnie. Robiło mi się gorąco.
-Nie wiem, nie-niee-nieważne – wkońcu wykrztusiłam. – po co chciałeś się spotkać hm?
-niech ci będzie, w sumie bo chciałem ci powiedzieć no wiesz zdjęcia.
-yhyy… i co w związku z tym?
-to ona pocałowała mnie! Nie ja ją! Nawet jej nie znam… - wymamrotał Liam. Zapadła cisza, slzismy ramie w ramie noga w noge rękę w ręke, zerkałam na niego, a on był zakłopotany i hm chyba przygaszony co było tez dziwne dla Liama. On pewny się chłopak, nagle zaniemówił. Dziwne. Chociaż nie będę go oceniac sama nie byłam lepsza.
-yhy… - cicho szepnęłam, na nic większego nie było mnie stać…
-uwierz mi Korni. PROSZĘ UWIERZ, PROSZĘ,PROSZĘ.

DZYŃ DZYŃ. Otworzyłam oko jedno i drugie, jak wiadomo. Co jest?
-Liam? – powiedziałam cicho. Zaraz, zaraz jestem w pokoju. U siebie w pokoju. To sen, glupi sen. Ale co było snem Katy tez? Rozlegl się znow dźwięk dzwonka. Pędem zbiegłam zaspana na dół. Otworzyłam drzwi z nadzieja, ze to Annie. Już miałam powiedzieć wchodz, ale podniosłam głowe i zobaczyłam no wlasnie LIAM. Zdrętwiałam.
-Katy chyba wyszła. – wymamrotałam. Chciałam zamknąć drzwi szybciej niż on odpowie, ale je zatrzymał..
-Nie przyszłem do Katy, tylko do Ciebie, - znów zadrzalam, nie dowierzałam, po co? Zaraz to powiedzieć na glos, chyba.
-Po co? – w myślach zasmialam z siebie.
-Dowiesz się jak ze mną wyjdziesz na spacer. – zachęcająco uśmiechnął się Liam. 
_____________________________________________

Siema all. Przepraszam, że dopiero dzis dodałam. I za błędy, podstawowe błędy, ale już prawie śpię. Jest coraz mniej wyświetleń. Więc jeśli będzie mało komentarzy i wyswietlen, to nie ma sensu dodawac szybko nn. Więc wszystko zależy od was, zarys nn mam już. Kocham każdą osobę, która to czyta. Miłych świąt! ♥




sobota, 15 grudnia 2012

8. I hate my sister.

Zobaczyłam moją siostrę z Liamem, siedzieli blisko siebie, cholernie zacieszeni. Chyba lubili się, a może i więcej. Nie wiedziałam co czuc, nie wiedziałam jak opisac uczucie, które mnie ogarnia. Wiedziałam jedno zaczęła się wojna! Katy - moja siostra, miała 19 lat, od zawsze jej nie nawidziłam. Od kiedy pamiętam była we wszystkim najlepsze, dwukrotnie zabrała mi chłopaka, jeden z nich był naprawdę ważny,a ta szmata? Zawsze przyklejała się do moich kumpli. Rodzice naprawdę ją kochali, ja byłam 'ta druga'. Otworzyłam wiadomośc, była od Zayna: możemy się zobaczyc? Ta, jasne, już kurwa biegnę. Postanowiłam dzisiaj dac sobie spokój. Bo co bym zrobila gdybym wpadła na Katy? Poczłapałam na dół, ku moim oczom pokazała się Ali.
-Jak się spało? - uśmiechnęła się do mnie szeroko.
-Dobrze - ledwo wymamrotałam, wprost kurwa wspaniale było, prawda?
-Dziś mam dla Ciebie niespodziankę!
-Nie mam ochoty na niespodzianki.
-Kornelia naprawdę spodoba Ci się, uwierz mi.
-Okej. - co mmiałam jej odpowiedź? Sorry, przygarnęłaś mnie, zabrałaś dzięki Bogu od idiotki, ale ja nie chcę spędzac z Tobą czasu, a przynajmniej nie dziś, ani jutro? Ubrałam się w to ( 1ZDJ, bez okularów), a Ali w to (2ZDJ).



Po chwili przyszedł nasz szofer.
-Dzień dobry Panią.
-Dla kogo dobry? wymamrotałam, ku pechowi jaki mnie przaśladywał usłyszała to Ali. Opowiedziałam jej wszystko, chciało mi się plakac, nie z powodu Liama, ale Katy, a raczej zagoszczenia jej w moim nowym życiu. Ciotka próbowała mnie pocieszyc, ale cóż po prostu starałam się udawac, że jest ok i dam radę. Zawsze udawałam silną, ludzie nie cierpią osób użalających się nad sobą non stop. W sumie masz jedno życie? Trzeba się cieszyc. Jechałam i jechałam, miałam wrażenie, że mijają wieki. Co chwilę pytałam - Gdzie jedziemy? ale słyszałam tylko odpowiedź - zobaczysz! Jeszcze 5 min. Mijało 5 minut a my nadal jechałyśmy. Myślałam nad całą sytuacją, miałam nadzieję, że nie spotkam Katy. Po godzinnej jeździe, które jak dla mnie trwałą epoki, wysiadłam z auta. Ujrzała ogromny budynek, który wyglądał interesujące, jak myslicie co w nim było? Po co tu przywlekła mnie moja jakże kochana ciotka?
-Wejdź drugimi drzwiami i skręc w lewo, spotkamy tam się. Muszę coś załatwic z przyjaciółką, wrócę za 5 minut.
Zrobiłam jak nakazała ciotka. Jednak jak wiemy doskonale jej '5 minut' trwało już 20. Usiadłam w korytarzu, który na pierwszy rzut oka był nudny jak flaki z olejem, ale po chwili przekształcał się w coś o nazwie 'raj' z resztą jego nazwa to 'raj dla kobiet'. Fotel w którym siedziałam wołał: zaśnij, byłam senna. Prawie zasnęłam, gdy usłyszałam nad sobą głos jakiegoś chłopaka:
-Przepraszam, znasz może Emmę?[ZDJ]



Popatrzyłam na niego zdenerwowana, jak śmiał mnie obudzic?
-Przepraszam, znasz może to coś co się raczej w sobie ma no wiesz ja tak jakbym spała. - chłopak jak widac posmutniał, po chwili gdy na niego spojrzałam wydał się przystojny, gapiłam się na niego.
-Przepraszam - wyszeptał. To ja ten, pójdę. Sorki.
I co miałam zrobic, głupio w sumie mi było.
-Nie, to ja przepraszam, nie cierpię gdy ktoś mnie budzi, jestem Kornelia. - podałam mu rękę, on tylko zachichotał - Jack.
-Jeśli chcesz mogę pomóc szukac tą dziewczynę.
-Nie, to nie dziewczyna, to moja ciotka, miała się tu spotkac z jakąs przyjaciółką. Wiesz, babskie ploty.
-Z Alison?
-Tak, znasz ją?
zaśmiałam się - tak to moja ciocia.
-To może poszukamy je razem?
-Okej. pogadałam chwile z Jackiem, dowiedziałam się, że ma psa, kocha pizzę i mieszka w Anglii od 14 lat.
Wkońcu zobaczyliśmy Ali z Emmą.
-Kornelia?
-Jack?
-Y tak. - powiedzielismy z Jackiem jednocześnie. po czym wybuchliśmy śmiechem.
-Ciociu to miało byc 5 minut! - wymamrotałam.
Po chwili pożegnałam się z Jackiem i jego ciocią.
-Spodobał Ci się?
-Prawie go nie znam. - wyszczerzyłam zęby, no bez przesady, cholera.
-Przecież wiem, ale jest fajny. - ciotka się zaśmiała.
-Właściwie po co tu przyszłyśmy?
-Zaraz zobaczysz.
Po chwili otworzyły się szklane drzwi, zobaczyłam morską, ogromną salę, byłą chyba większa niż dom Alison. W kącie oka ujrzałam sauny, manicure, fryzjera, coś w rodzaju stylistek, baseny, zjeżdżalnie, restauracje, pełno kobiet, dziewczyn i nawet młodszych.
-Ale czad - otworzyłam szeroko oczy.
-Taak, wiem. Chodź za mną, podreptałam tak jak ciotka rozkazała. Podeszła do nas 20 latka jak na moje oko. Odżywiła moje włosy i nie tylko, sprawiła, że zapomniałam o Katy i o problemach. To były najlepsze 4 godziny w moim życiu. Alison musiała wracac do pracy, co mnie nie ździwiło. Ubrałam się w swoje ubrania. Po czym pożegnałam się z dziewczyną, która mnie obsługiwała.
-To było fantastyczne!
-Wiem, cieszę się, że się tak podobało.
-Alison co Ty właściwie robisz?
-Hm, pokaże Ci jutro, to będzie niespodzianka, dobrze?
-Zgadzam się.
Reszta drogi do domu spędziłyśmy we wsłuchiwaniu się w radio. Rozmyślałam nad wszystkim, czułam, że żyje, to był świetny dzień. Postanowiłam cieszyc się z życia, co nie oznaczało, że nie będzie wojny z Katy. Po chwili usłyszałam dźwięk własnej komórki.
-To ja, tak w razie jakbyś mnie potrzebowała. - Jack.
Odpisałam tylko
-Skąd masz mój numer?
Ujrzałam Sms o treści
-Emma.
Popatrzyłam pytająco na Alison.
-O co chodzi?
-Jack?
-No co? Napisałam jej Twój numer.
-Jejku...
-Jeszcze mi podziękujesz.
-Nie ma to jak sfatanie swojej rodziny - wywróciłam oczami.
Wysiadłam z auta, pożegnałam się z ciotką, 'uchachana' otworzyłam drzwi i usłyszałam...

------------------------------------------------------------------------------
Przepraszam, że tak długo, nie miałam czasu.
Mam nadzieję, że się podoba, roździał na szybkiego, bez sprawdzania i nawet czytania :/
W bohaterach dodałam zdjęcie Jacka i Katy. 
Chyba jest was dużo widzę po wyświetleniach, a więc komentujcie.
Z góry mówię, że nie wiem kiedy będzie nn. Nie mam czasu. ;/ Więc już teraz życzę miłej wigilii i początku świąt, no i miłego jutra. :D Ale pewnie jeszcze się odezwę. xoxo

wtorek, 4 grudnia 2012

7. People is strange.

Był to Malik... Kilkakrotnie sprawdzałam czy dobrze przeczytałam, wiadomośc wyglądała następująco:
Spotkajmy się za 30 minut w parku, proszę, Zayn. Przez 5 minut próbowałam ogarnąc czy nie śpię lub czy znam jakiegoś innego Zayn'a. Ubrałam się w to [ZDJ] 


i wyszłam. Na dworze było już ciemno, późna godzina. Szłam rozmyślając co on ode mnie chce, co mu odbiło, może jest napity i mnie zgwałci? Albo znów zacznie na mnie krzyczec o odżywkę? Może znów mu coś zabrałam, minęłam grupę chłopaków, starszych ode mnie. Gdy przechodziłam koło nich nastała cisza, strasznie tego nie lubiałam. Szłam czując na sobie letni powiew, w końcu w oddali zobaczyłam park. Usiadłam na pierwszej lepszej ławce, tak minęło 5 minut. Zayn powinien już tu byc, cholera, to jakiś pieprzony żart, wystawił mnie - pomyślałam. W oddali zobaczyłam całującą się parę, jak ja tego nie lubię. Miałam zamiar wstac, ale ktoś od tyłu dotknął mojego ramienia. Czułam lekki strach, odwróciłam się. Ciemnooki gapił się na mnie swoimi oczami.
-No siema - wymamrotał
-Cze-eśc.
-Wystraszyłem?
-Troszeczkę. - Zayn usiadł koło mnie, zostawiając małą przerwę. Nastała niezręczna cisza, którą przerwałam. - Po co do mnie pisałeś? Żabrałam Ci jakiś szampon, bo wiesz... nie przypominam sobie.
-Jasne, że nie, bardzo śmieszne ha ha - udał sztuczny śmiech. Po usłyszeniu go wybuchliśmy razem śmiechem, nie mogłam przestac. Jego tekst HA HA rozwalił mój system. Co jak co ale po wkurwionym Zaynie dowiedziec sie, że tak się śmieje, miła niespodzianka. Prześladował mnie jakieś 10 minut. W sumie gadał sama do siebie.
-Okej, przestań już. Kopnęłam  go nogą. To mnie nie bawi Zayn...
-To mnie nie bawi Zayn. - z wielkim grymasem powiedział to wrzut.
-Malik, przestań! Bo pójdę... - zagroziłam próbując zachowac powagę i zdenerwowanie. Po mojej minie każdy zaobserwowałby, że średnio mi to wychodziło.
-Malik, przestań! Bo pójdę... - identycznie powiedział chłopak, gestykulując i zwijając się na pół ze śmiechu.
-No teraz to przegiełeś. - chciałam go uderzyc, a raczej szturnchnąc, ale ten złapał mnie za rękę, próbując mnie odepchac. Hm... jakiś obserwator powiedziałby, że raczej siłowaliśmy się. Nikt nie chciał ustąpic, tak trwałam w jego uścisku jakieś 5 minut mojego życia. Nastałą cisza, uśmiechał się do mnie, słychac było sowy i tego rodzaju nocne stworzenie, lekki powiem wiatru, cichy szum. Nie wiem dlaczego spodobał mi się jego uścisk, spodobały mi się jego oczy i nawet te cholerne przedrzeźnianie.
-Tu Ziemia, mejdej, mejdej. Kornelia! Powróc.
-Co? Tak. - powróciłam do tego świata.
-Hm? - wykrztusił chłopak
-Tak myślę, tak też tak myślę. - jak to ja i pewnie wiele innych osó plątałam się w tym co mówię.
-Oh jaka słodka i zagubiona. - popatrzyłam z miną na twarzy wyrażającą zdenerwowanie. - i słodka - uśmiechnął się Zayn.
-Przestań mi słodzic, po co kazałeś mi tu przyjśc, hm? Nastała cisza, chłopak puścił moją rękę, usiadł prosto, wzrokiem wodził po konarach drzew.- Zayn! - podniosłam głos.
-Bo widzisz... ja Cię źle oceniłem, tzn, ja wgł nie, jeszcze raz, ja... bo wtedy... - odwrócił się i zerknął na mnie.
-Zakłopotany chłopak, uuu jakie to słodkie. - zachichotałam, tak jak on kilka minut temu. No Malik mów o co ci chodzi, nie będę tu siedziec całą noc!
-Dlaczego nie?
-Nie odbiegaj od tematu.
-No dobra, dobra. Zachowywałem się jak dupek. - popatrzył na mnie. No i przepraszam, nie chciałem, miałem jakieś humory z pewnych powodów. Lubię Cię i naprawdę przepraszam. Patrzyłam na niego zszokowana, on z kolei co chwilę na mnie zerkał. Wkońcu musiałam coś powiedziec, co jak co ale suką nie byłam.
-Spoko. - tyle czasu, a ja nic sensowniejszego nie wymyśliłam.
Znów cisza, nawet nie zauważyłam kiedy Malik przysunął się do mnie. - To mi wybaczysz, wymamrotał. Usiadłam po turecku w jego stronę.
-Pewnie. - uśmiechnęłam się. Patrzyłam w te jego gałki, co gorsza on patrzył na mnie, uśmiechał się, ja chyba też się szczerzyłam. Zaczął się do mnie zbliżac na niebezpieczną odległośc, ja siedziałam jakbym zamarła, nawet nie drgnęłam. Zbliżył swoje usta do moich, nie protestowałam. Zaczęliśmy się całowac, to nie był jeden z tych 'ślinnych' pocałunków. Był to zwykły, dłuższy buziak, ale jednocześnie niezwykły. Miał coś w sobie nie wiem czy pocałunek, czy Zayn, ale było to coś niespotykanego, coś lepsze od setki najfajniejszych ciuchów, od idealnej wagi, od świetnego wyglądu, od zdobycia wszystkich pragnień. To była jakaś magia.  Usłyszałam trzask gałęzi, natychmiast oderwałam się od Zayna, zresztą on też. Popatrzyłam na niego z wystraszoną miną, ale nikogo nie było, anie niczego. Co gorsza nie czułam skrępowania, nie czułam się nie zręcznie tak jak to zwykle bywało. Byłam ciekawa jego odczuc, to był tylko impuls, miałam nadzieję, że nie będziemy o tym gadac.
-Chyba powinniśmy już iśc. - wymamrotał Zayn.
-Tak, do następnego spotkania, wstałam.
-Chyba Cię pogięło, że wrócisz sama!
-Przestań Malik... - przyszłam sama, to wróce też. - Stałam naprzeciwko jego.
-O nie! Odprowadzę Cię.
-Trafię sama.
-Nie, kropka. Jak to daleko stąd?
-Jakieś 20 minut.
-Cholera, czemu nie wziąłem samochodu. - burknął ciemnooki. Na początku szliśmy w ciszy. Każdy szmer liścia sprawiał, że się bałam. Miałam wrażenie jakby nas ktoś obserwował. Może dziennikarze? Cholera, tylko tego mi brakowało. Droga zleciała szybko, gadaliśmy o zainteresowaniach. W sumie nie myślałam, że to spotkanie będzie takie miłe. Pod koniec naszej drogi zadzwonił telefon, jedak Zayn odzrucił połączenie. Tak zrobił też za drugim i trzecim razem.
-Może odbierzesz?
-Nie, przestań.
-A jak to coś ważnego? - próbował dopiąc swego. Znów ktoś dzwonił. Zayn popatrzył na mnie i odebrał, miał głośno ustawiony dźwięk, więc wszystko słyszałam:
-Miałeś po mnie przyjechac! - usłyszałam głos dziewczyny, wkurwionej dziewczyny.
-Mogłaś łaskawie powiedziec gdzie!
-Nie mogłeś się domyślec? Tam gdzie zawsze!
-Przepraszam, że nie czytam Ci w myślach.
-Wielka szkoda. - nagle zaczęłam kaszlec. Malik popatrzył na mnie błagalnym wzrokiem w stylu ' przestań, proszę' starałam się, ale średnio mi to wychodziło.
-No kurwa nie mó sobie, że jesteś z jakąś lafiryndą!?
-Co Cię to obchodzi. - warknał, po czym się rozłączył Ciemnooki. Nie wiedziałąm czy powinnam spytac kto to był. Ale chęc wiedzenie była silniejsza ode mnie.
-To dziewczyna? - spytałam niepewnie.
-Nie to znaczy tak, znaczy ja...
-Dobra, nie ważne. Szliśmy w ciszy. Malik próbował wywinąc się od tego, że to nie jego dziewczyna tylko była, była ale nie była, i zrozum tu chłopaka.
-Nie musisz mi tego tłumaczyc.
-Ale... zresztą jak chcesz. Ukazał się mój dom.
-No to pa. - powiedziałam omijając jego twarz wzrokiem.
-No dobranoc - nie pewnie odpowiedział.

Umyłam się i przebrałam, nie wiedziałam co o tym myślec. Liam mnie wystawił, a całowałam się Zaynem. Kim była ta dziewczyna? Zresztą nie czułam nic do Malika, ale to było dziwne, a ten pocałunek był dziwnie miły.
Kolejny poranek, a raczej 16. Zobaczyłam, że mam jakąś wiadomośc, ale przed jej otworzeniem postanowiłam ogarnąc się. W między czasie weszłam na kompa, nie mogłam uwierzyc w to co zobaczyłam. Patrzyłam na to i czytałam kilka razy, mijały sekundy minuty i godziny, byłam w szoku. Poczułam smutek, brak chęci do życia i totalne nie ogarnięcie sprawy. Zobaczyłam...

---------------------------------------------------------------------------------------------------------
Bardzo dziękuję za tyle komentarzy! Każdy sprawił mi przyjemnośc. :) Miałam mega zaciesz podczas czytania.
za 15 kom. dam nn. Macie wyzwanie.
PS. Jak myślicię co zobaczyła Kornelia? :D
Przepraszam za wszystkie błędy, pisałam to na szybkiego.